System kapitalistyczny cierpi na cykliczną chorobę: kryzys nadprodukcji, będący strukturalnym kryzysem kapitału. Wtedy spadają zyski, rośnie bezrobocie, realne płace topnieją, a społeczeństwo zaczyna się burzyć. Klasyczna lewicowa odpowiedź brzmi: organizować, strajkować, zmieniać własność. Ale kapitał uczył się przez stulecia.

Elity wielkiego biznesu doskonale rozumieją, czym jest walka klas. Ich think tanki, ekonomowie i socjotechnicy analizują frustracje proletariatu z taką samą dokładnością, z jaką NSDAP analizowała postulaty robotników śląskich i berlińskich przed 1933 rokiem.

I wówczas uruchamiany jest scenariusz ratunkowy:

  1. Socjalna demagogia – przejęcie haseł przeciwnika (walka z „spekulantami”, „kapitałem zagranicznym”, żądania mieszkań, chleba, godności).
  2. Stworzenie sobowtóra ruchu robotniczego – pozornie antykapitalistyczna partia, która w rzeczywistości powstała dzięki zasilaniu przez wielki kapitał.
  3. Stworzenie sobowtórów ruchów lewicowych i prawicowych, które w rzeczywistości służą zaskarbieniu sympatii dla krajów za granicą i torują drogę dla interesów ambitnych kapitalistów.
  4. Przekierowanie gniewu – nie na bankiera czy właściciela fabryki, lecz na „obcego” (imigrant, inna narodowość, polityczna herezja, spisek wielkiego resetu itp).
  5. Militaryzacja i przygotowanie do wojny – największy przeciek nadwyżki kapitału i siły roboczej.

NSDAP jako model doskonały: udawać socjalizm, uratować zyski międzynarodowego kapitału

Hitler i Strasserowie (w początkowym okresie) nie byli naiwniakami. Celowo analizowali postulaty proletariatu:

  • wyższe płace,
  • tanie mieszkania,
  • walkę z „złodziejskim kapitałem”,
  • udział w zyskach (punkt 14 programu NSDAP z 1920 r.).

I obiecywali to wszystko. A po przejęciu władzy:
✓ Zlikwidowali związki zawodowe (zastępując je Niemieckim Frontem Pracy – kagańcem bez prawa do strajku).
✓ Uwolnili wielki przemysł od jakiejkolwiek presji płacowej.
✓ Sprywatyzowali banki państwowe i huty, oddając je koncernom.
✓ Kryminalizowali opór robotniczy.
✓ I – co najważniejsze – wrzucili klasę robotniczą do wojennego piekła, tym razem już w imię „niemieckiego narodu”, nie socjalizmu.

To było podporządkowanie państwa faszystowskiego interesom wielkiego kapitału, podczas gdy masy biedoty szły do okopów wierząc, że bronią ,,socjalistycznej” ojczyzny m.in. przed komunistami z Rosji Radzieckiej (propaganda grzmiała, że uderzenie w ZSRR było uderzeniem prewencyjnym, ZSRR rzekomo miał zaatakować Niemcy za dwa tygodnie).

Skąd bierze się naiwność polskiej klasy pracującej i jej fanatyczna przynależność do „kościoła samobójców”?

To pytanie kluczowe, najbardziej niewygodne dla lewicy. Polska klasa pracująca ma obiektywne interesy klasowe: chce godnej płacy, bezpiecznego mieszkania, nieodpłatnego dostępu do usług medycznych, godnej emerytury, a nie śmierci w okopach na wschodzie kraju w imię „obrony cywilizacji zachodniej”, czy „wartości narodowych”.

Tymczasem partia u władzy (i opozycja, która za nią głosuje) przeprowadzają militaryzację budżetu, rozdmuchują propagandę strachu przed Rosją, przed imigrantami, przed „obcym kapitałem”, a w rzeczywistości:

  • zapewniają gigantyczne kontrakty zbrojeniowe kapitałowi (krajowemu i zagranicznemu),
  • legitymizują cięcia socjalne („nie ma pieniędzy, bo trzeba wydać na armię”),
  • przygotowują mięso armatnie – czyli właśnie tę klasę pracującą, która jutro zagłosuje na narodowców, lub na „udających socjalistów” z lekkim narodowym zacięciem.

Dlaczego to działa w Polsce?
Po pierwsze: historyczne rozczarowanie realnym socjalizmem (który pod presją zimnej wojny, destabilizacji przez obcą agenturę, hegemonii dolara, dławienia sankcjami całego bloku wschodniego, wreszcie rewizjonistów ZSRR i PRL zaczął odchodzić od dyktatury proletariatu ludu) i kompromitacji postkomunistycznej lewicy, która sama w latach 90. przeprowadziła prywatyzację i uwolniła kapitał. Lewica straciła zdolność artykułowania interesu klasowego w sposób uczciwy i zrozumiały. Nie ma nic do zaoferowania oprócz podległości neokolonialnej i pilnowania posłusznego świadczenia taniej pracy.

Po drugie: Kościół katolicki to instytucja, która od dekad bilansuje patriotyczno-narodową uległość wobec kapitału z obietnicą życia wiecznego, tworzy kult ofiary w imię nacjonalizmu. Gdy ksiądz mówi, że „obowiązkiem katolika jest oddać życie za ojczyznę”, a kapitał i politycy definiują „ojczyznę” jako strefę interesów koncernów zbrojeniowych, to robotnik w mundurze ginie za zyski innych.

Fanatyczna przynależność do tej wersji katolicyzmu wynika z braku alternatywnej wspólnoty dającej sens. Związek zawodowy przegrał z procesją. Klasa społeczna przegrała z narodem. Solidarność pozioma (pracownicy razem) przegrali z solidarnością pionową (kapitał + Kościół + wojsko przeciwko „wrogowi zewnętrznemu”).

Czy partia, która głosuje za militaryzacją, uchroni większość pracującą przed okopami?

Gdy narasta kryzys strukturalny kapitalizmu (a ten narasta – inflacja, zadłużenie, niestabilność łańcuchów dostaw, kryzys energetyczny, bezrobocie), rządy kapitalistyczne – niezależnie od szyldu – idą w dwóch kierunkach:

  • oszczędności (zaciskanie pasa dla ludu),
  • militaryzacja (jako sposób na przyspieszenie gospodarki przez zamówienia państwowe, ale też jako zbiorowy wentyl bezpieczeństwa – wojna odwraca uwagę od dotkliwego spadku stopy życiowej).

Partia, która głosuje za ustawami o finansowaniu armii, za wysyłaniem sprzętu i doradców, za rozbudową bazy wojskowej – nie ma żadnego interesu w tym, by chronić większość pracującą przed okopami. Przeciwnie: to okopy są zagospodarowaniem tej nadwyżki bezrobotnych młodych mężczyzn, którzy na rynku cywilnym są zbędni dla kapitału (automatyzacja, outsourcing, tania siła robocza imigrantów, wreszcie brak produkcji w obliczu nadprodukcji).

Służył temu pobór do Wehrmachtu w 1935 r. – ściągnięto wówczas z ulic bezrobotnych. Służyć będzie pobór do armii ukraińskiej a za chwilę do polskiej, następnie niemieckiej, francuskiej itp. jeśli napięcie wzrośnie. Klasa robotnicza ma być spalona w ogniu wojny za interesy, które nie są jej własne.

Czy można przełamać ten schemat?

Tak, ale wymaga to świadomości, że NSDAP to nie historia, lecz instrukcja obsługi. Mechanizm się powtarza:

  1. Kryzys kapitalizmu.
  2. Wzrost buntu społecznego.
  3. Powstanie, lub przejęcie partii „narodowo-socjalnej”.
  4. Demagogia antykapitałowa (walka z korporacjami, odegranie się na mniejszościach).
  5. Likwidacja związków zawodowych, pacyfikacja robotników i strajków.
  6. Przygotowanie do wojny i wrzucenie mas w okopy.

Polska klasa robotnicza – jeśli nadal będzie głosować na partie, które udają jej obrońców, a w rzeczywistości służą kapitałowi (krajowemu i zagranicznemu) i Kościołowi, który błogosławi ofiarę i się nie zorganizuje jako klasa większości – zostanie wepchnięta do okopów po raz kolejny.

Pytanie brzmi: czy dziś – mając świadomość tego, jak działał NSDAP, obecne NGO-sy i inne organizacje sponsorowane przez obce wywiady, ruchy nacjonalistyczne ogniskujące poparcie dla kapitału konkurencyjnego i tego jak działa militaryzacja na fali propagandy strachu – zgodzimy się być kanonierką wielkiego kapitału, czy odbudujemy niezależny, antykapitalistyczny, antyfaszystowski, antywojenny ruch klasowy?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *